Część pierwsza; Zgrywając twardziela

 Max drżał z zimna. Śnieg sypał na potęgę, zabielając ulice coraz pełniej. Nieba nie rozświetlały żadne gwiazdy, a przynajmniej nie były widoczne, gdy światło latarni rozświetlało plac. Zastanawiał się, czego nie lubił bardziej – czy tej upierdliwej mżawki, która podkręcała jego włosy, czy może tego białego puchu skrzypiącego pod butami. 

Opatulił się szczelniej płaszczem. To zdecydowanie nie był dobry pomysł, by tak się nosić. Powinien zabrać grubszy sweter, ale nie miał pojęcia, że dzielnica Hamburga o tej porze roku będzie w rozkopach i że zejdzie mu w niej aż tak długo. Miasto najwyraźniej chciało w końcu zrobić tu porządek; słyszał już wcześniej, że St. Pauli faktycznie uchodzi za najgorszą. Nie przeszkadzali mu nieautoryzowani poszukiwacze złomu czy uliczne muzy sprzedające krótkotrwałą podnietę. Przeszkadzali mu wszyscy w ogóle. Nie odpowiedział taksówkarzowi, który dobrodusznie uprzedził, że na modernizowanym osiedlu nigdy nie bywało spokojnie. Nawet jeśli robotnicy wyrobią się z terminem i skończą z nawierzchnią na głównej, to i tak śmietniki będą regularnie płonąć. 

Były gliniarz, mimo iż często bywał w takich miejscach, nadal nie mógł się przyzwyczaić do odoru, jaki panował w takich zaułkach. Tak samo nie potrafił zrozumieć niesprawiedliwości, która ogarnęła cały jego świat. Po tym, jak zamordowano jego rodzinę, wziął sprawy w swoje ręce i został za to wydalony ze służby.

 - Cóż, zawsze mogli mnie zamknąć - szepnął w odpowiedzi na swoje myśli. Szedł dalej, jedna z nielicznych lamp, która oświetlała alejkę pośród wysokich ścian budynków właśnie przestała świecić. Teraz mrok ogarnął wszystko dookoła. Każdy człowiek o zdrowych zmysłach bałby się wejść w taką uliczkę, zdając sobie sprawę z tego, jaka przestępczość tutaj panuje. Mimo to musiał tutaj być. Ten jeden ostatni raz pociągnąć za spust. Została już tylko jedna osoba na liście, by mógł pomścić swoich bliskich. Śnieg rozpadał się na potęgę. 

Przypomniał sobie wszystkie strzały, które oddał do tych gadów, którzy maczali palce w morderstwie jego rodziny. Przeklinał też siebie, że przez swoje idealistyczne poglądy naraził swoją rodzinę na śmierć. Kiedy odchodził z Korpusu Marines, mógł wziąć każdą inną pracę, ale wybrał New York Police Departament - oddział do zwalczania przestępczości zorganizowanej. To właśnie w NYPD narobił sobie tylu wrogów. Jego skuteczność i wrodzona chęć niesienia pomocy obróciła się przeciwko niemu. Teraz to już nie ważne - pomyślał. Przez to, co zrobił i przez to, co zrobi, nie ma już sensu udawać, że robi to w imię sprawiedliwości. Ta myśl go zabolała. Wcześniej miał pewne ideały, teraz chce zakończyć to wszystko. Po prostu dokonać zemsty.


 


Komentarze

Popularne posty